Gówno prawda 2010-01-13 16:28:34
Lubię Uwagę, z tego samego powodu dla którego lubię pić szampana za sześć złotych i czisy w maku. Mam, jak większość (polskiego) społeczeństwa, okresowe skłonności do przyjmowania gówna. A Uwagę lubię tak bardzo, że jestem skłonny oglądnąć wszystkie masakrycznie nudne dla mnie informacje sportowo-pogodowe między Uwagą a Faktami, tylko z obawy, żeby jej nie ominąć. Lubię są do tego stopnia, że sfanowałem ją na facebooku. I stąd wiem o "szokującym" reportażu który "poruszył Polskę" wszerz i wzdłuż. O grupie agresywnych huciar, przypalających się papierosami. Dla mnie bomba.
Na domyśle 2009-12-30 23:06:50
THE DIET 2009-07-20 00:51:27
Zmartwiony i wkurwiony (głównie wkurwiony) powiększającym się brzuchem, postanowiłem że przejdę na dietę, zobaczyć, jak to się robi i co to daje.
Jestem na niej od dwóch dni, w zasadzie od trzech, a że jest po północy - czterech. W przeciwieństwie od innych ludzi, którzy swoje diety biorą z książek, telewizji bądź netu, moja jest ułożona wg moich odczuć i zebranych opinii. Dieta jest od wszystkiego: od alkoholu, od tłuszczów zbytecznych (zakładam, że jakieś tłuszcze są potrzebne do przetrwania), fast foodów i żółtego sera, zwłaszcza tego przypiekanego na czymś. Zamiast tego jest nabiał, serki, pieczywo z ziarenkami, dużo ziarenek, żadnego alkoholu a na pewno piwa. Zamiast zwykłego makaronu: pełnoziarnisty. Zamiast czisa: sałatka z sosem niskotłuszczowym. Zamiast salami: cukinia. Do tego hantelki i brzuszki.
Podsumowując, jestem trzeźwy, głodny i masakrycznie wkurwiony.
Drę się na wszystkich o wszystko. Nie widzę efektów.
Kurewsko dużo zachodu o dwa durne wałki na brzuchu.
2.5 tygodnia 2009-05-13 09:35:40
2.5 tygodnia do wylotu. Bardzo malo.
Pamietam, jak pare lat temu ogladalem odcinek BH90210, kiedy Claire wprowadzila sie do Donny i Kelly, i pierwszej nocy okazalo sie, ze Claire chrapie jak stara raszpla bez pluca. Przesladuje mnie ta scena codziennie, kiedy, spiac z kanapy, slysze chrapanie malza przez zamkniete drzwi jak gdyby spal kolo mnie.
Wiem, ze bedzie mi tego chrapania brakowac, wiem, ze bede plul sobie w brode ze nie spalem z nim jak moglem, ale nie jestem w stanie. Jego chrapanie jest najbardziej upierdoliwym odglosem, jaki slyszalem w zyciu.
14 dni 2009-03-31 07:44:28
Sobota, wczesne popoludnie. Z malzem wybieramy odkurzacz w Targecie.
Sobota, godzine pozniej. Decydujemy sie nie kupowac odkurzacza, natomiast malz przypomina sobie o poczcie. W skrzynce jeden list, z urzedu imigracyjnego. Gruby.
Otwieram. Moim oczom ukazuje sie mnostwo paragrafow i innych amerykanskich prawnych wyrazen ktore udaje, ze rozumiem. Przedzieram sie do konca listu.
Denied.
Mam 30 dni na opuszczenie Stanow. Nie udalo sie przekonac urzedu, ze zostaje tu tymczasowo, zeby byc z malzem, co celowo opuscilismy. 30 dni od daty wydania decyzji, czyli od 17 marca, a jest 28. Dwa i pol tygodnia.
Poniedzialek rano. Dzwonie do wszystkich, ktorzy moga pomoc. Do doslownie wszystkich prawnikow z okolicy, ktorzy za darmo szastaja radami, ktorych niestety nijak mozna uzyc. W koncu telefon do Marii z Toronto, ze przyjezdzam wczesniej. Ta bez pardona oswiadcza, ze musze wjechac z Polski zeby skorzystac a aktu o mobilnosci, na podstawie ktorego mam sobie zalatwic robote. I dodaje tez o dwoch, trzech tysiacach dolarow kanadyjskich na koncie ktore sa wymagane, zeby mi przyznano papiery.
W tym momencie oficjalnie robi sie to nie do zniesienia. Siadam na podlodze i oczy zaczynaja mi moknac. Nie daje rady. Nalewam sobie kieliszek wina, bo prawnicy ciagle dzwonia, a glos nie wypada drzec. Drzy i tak, bo kazdemu prawnikowi trzeba z osobna wytlumaczyc o co chodzi, jak wyglada sytuacja i dokladnie jakiego cudu oczekuje.
12 godzin pozniej, sytuacja nie wyglada ani troche lepiej. Malz przychodzi z pracy i zaczyna mnie pocieszac, aczkolwiek ja akceptuje jedynie pocieszanie ktore maja jakies podparcie w sensie, a jego styl ogranicza sie do "bedzie dobrze, cos wymyslimy".
Wiec, moje opcje wygladaja tak:
1) zostac nielegalnie i ogolnie spalic sobie mosty: ale byc z malzem
2) odwolac sie od decyzji, kupic sobie troche czasu za 5
3) jechac do toronto, zostac jako turysta i znalezc sobie prace na czarno
4) wrocic do polszy, mieszkac z mama, oszczedzac i wrocic do kanady za 3 miesiace.
Zadna z tych opcji nie robi.
Spedzilem dzien na ryczeniu, nie wiedzialem bo rzadko rycze ale najwidoczniej jak sie zacznie, trudno przestac.
Tak czy inaczej, musze gdzies wyjechac w ciagu 14 dni, nie majac kasy na bilet do polszy, ani na zostanie w toronto.
Zyc nie umierac. Powaznie spodziewam sie cudu zamowionego na Swieta.
Nic nowego 2009-03-13 09:16:46
Wpadlem ostatnio w niedobry nalog niewstawania rano, w nalog niemoznosci zebrania sie do wstania z loza wczesniej niz o 2. Nie daje rady. Boli mnie glowa, bola mnie miesnie, czuje sie zmeczony o wiele bardziej niz jak sie kladlem spac, nie moge niedociagnac do tej drugiej, potem jest latwiej. Czuje sie jak stary buc, z ta roznica ze starsi ludzie zazwyczaj wstaja skoro swit, wiec gubie w tym logike.
Jakos zaczelo sie pare dni (tygodni) temu kiedy to malz z zupelna frywolnoscia odkryl, ze bedziemy mieszkac w tym mieszkaniu jeszcze 2,5 miesiaca, co w mojej glowie wzbudzilo dzika panike. Dwa i pol miesiaca i mam wyjechac do Kanady, a mam zero, slownie zero oszczednosci, zero, slownie zero zaczepki, i generalnie zero, slownie zero czegokolwiek poza wiara w siebie, ale wiara w siebie jest mocno przesadzana i zazwyczaj gowno warta.
Jakby tego bylo malo, nawrocila zima, i tylko czekam az spadnie jakis cholerny snieg albo cos. Zbliza sie sezon na tornada wiec teoretycznie zimno juz byc nie powinno, ale nawet wczoraj w dzien bylo -3. Dla porownania, dwa dni wczesniej: +26. Mozna sie pociac.
Dla pociechy robie sobie zdjecia pod prysznicem zapakowanym w hermetyczna przezroczysta torebke aparatem. Poprawia mi to humor w najdziwniejszy sposob. Nie wiem czemu.
Nic nie ma za darmo 2009-03-01 08:45:28
Lubie wygrywać w kasynie, bo mam wyobrażenie, że dostaję kasę za nic. Zdaję sobie sprawę że to absolutny bullshit bo wygrane 5 dolców nie przyniesie z powrotem 20 które włożyłem do tej pory. Ale lubię to. Lubie kolorowe, naiwne, cukierkowe tunki an ekranach. Wiem, że wszystko mówi: tu jest ok, tutaj nie ma nic na poważnie, tutaj tylko się można uśmiechać i nic nie jest groźne. Wiem, że tym sposobem kasyna wyciągają kasę z ludzi, bo wszyscy mamy w sobie srokę, co sie jara widokiem błyszczących światełek. Wkurwia mnie to i uspokaja jednocześnie. Nie cierpię kasyn, bo, przynajmniej kansańskie, kasyna przyciągają dziwacznych ludzi, którzy najwidoczniej mają kasę na granie tylko dzięki oszczędzaniu na butach i paście do zębów. Nie cierpię kasyn, bo ci sami ludzie nie mają problemu z paleniem tanich papierochów tuż koło ciebie, a tanie papierosy w Ameryce naprawdę jebią. Nie cierpię kasyn, bo nic dzisiaj nie wygrałem, a dwadzieścia baksów, czyli niemalże stówa obecnych złotych, to troche drogo za 3 godziny pluskania się w światłach i kolorach z Kolumbijką, małżem i teściami i kubek mocchi.
Ameryka jest straszliwie zaćpana w kasie, tak zaćpana, że już chyba nikt, nawet marketerzy, nie orientują się o co im chodzi. Wszystko musi być dwa razy sprawdzone, nawet kocyk zamówiony z nocnej telesprzedaży, zwłaszcza kocyk z nocnej telesprzedaży, bo zawsze jest gdzieś ukryty koszt. I chuj że dostajesz kupony na darmową pepsi prosto do skrzynki, skoro sklep wie że jak już przyjdziesz po pepsi, to kupić pięćdziesiąt innych pierdół łącznie z czipsami bo czipsy świetnie pasują do kolki, a do czipsów musi być dip, a co na kolację, to może od razu kupimy pizkę, o dwie za jedną, to kupmy od razy cztery bo się promocja skończy. Nic nie ma za darmo, nawet jak pisze dużymi literami że jest i nie ma drobnym maczkiem na spodzie nic napisane, zawsze jest gdzieś haczyk.
Rozpędziłem się, bo czasem mnie to wkurwia. Zastanawiam się, czy jakbyśmy tak raz siedli i byli szczerzy ze sobą, to czy by się świat skończył.
Jednym zdaniem 2009-02-28 10:08:14
Małż patrzy na mój brzuch i mówi: tego wcześniej tu nie było?
Co mniej lub więcej sumuje mój dzisiejszy dzień.
Im bardziej rzeczy sie zmieniaja, tym bardziej zostaja takie same. 2009-02-27 10:48:02
Doba skurczyla sie jeszcze bardziej i ostatecznie juz rozwazam porzucenie konceptu snu. Przestal mi sie oplacac. Malz natomiast zaczal mnie wkurwiac z powodow nie sadzilem mozliwych: codziennie odwala nadgodziny i w sumie trudno mu sie dziwic, bo za jedna dostaje pietnascie baksow a nie pracuje ciezej niz moja wlasna rodzicielka, ktora nie dostaje nawet polowy tego po studiach medycznych na ujocie. Z czego wynikla przenjamniej jedna dobra rzecz (pomijajac kupe kasy oczywiscie): odkad uswiadomilem mu ze takich pieniedzy za chiny ludowe w Polsce nie zarobi, przynajmniej nie za tego rodzaju prace, znacznie przestalo mu odwalac na punkcie wyjazdu do Polski "do milych ludzi". Ponadto w zwiazku z w/w podjeta praca do reszty zamienilem sie w kurke domowke, robiac lancze do pracy, kanapki z maslem orzechowym i marmelada (jak mozna jesc codziennie to samo?). Do pelni obrazu brakuje mi tylko kieliszka chardonnay w reku i wstawania o swicie: o swicie chodze spac, a poniewaz amerykanskie wino jest przewodnione, przerzucilem sie na tania wodke ktorej zaden amerykanin nie dotknie bez utraty twarzy. Ale ja jestem z Polski i twarz mi niepotrzebna.
Nasze zycie spolecznie zniklo do rozmiarow niczego, bo jak sie pracuje to odechciewa sie chodzic na imprezy (ze tak hucznie okresle chodzenie po studenckich barach). Z Falszywka nie rozmawiamy juz wogole odkad nie chcialo jej sie nawet zlozyc malzowi zyczen urodzinowych. Najczesciej z wszystkich znajomych widuje buldoga sasiadki. Brakuje mi paru rzeczy. Brakuje mi chodzenia do miejsc gdzie moga cie nie wpuscic za kaptur czy stan wskazujacy. Brakuje mi pracowania. Brakuje mi polskiej wodki. Brakuje mi mojego odkurzacza. Brakuje mi masakrycznie niepodleglosci. Nie polskiej, mojej wlasnej, ktorej nie posiadam bo nie mam samochodu ani, tymczasowo, wlasnej kasy.
Nie brakuje mi przytlaczajacej ilosci polskich kretynow. Nie brakuje mi ludzi ktorzy wyjezdzaja za granice, przynajmniej nie bardziej. Nie brakuje mi borsuczej nory. Nie brakuje mi glupich celow, ktore prowadza tylko do jednego i niczego wiecej. Nie brakuje mi tych samych miejsce, sklepow, twarzy, smrodow, i bezdomnych. Nie brakuje mi golebi.
Koniec koncow, w najgorszym wypadku wychodze na zero, co jest o wiele lepsze niz wychodzenie na minus, i czasem nawet lepsze niz wychodzenie na plus.


